Najlepszy barszcz ukraiński podawali dzisiaj w ośrodku rekolekcyjnym w Lipinkach

Agnieszka Nigbor-Chmura
Agnieszka Nigbor-Chmura
Dzień Kobiet spędziły w kuchni na gotowaniu barszczu ukraińskiego. Ksiądz Rafał dzisiaj pracował jako zaopatrzeniowiec
Dzień Kobiet spędziły w kuchni na gotowaniu barszczu ukraińskiego. Ksiądz Rafał dzisiaj pracował jako zaopatrzeniowiec Agnieszka Nigbor-Chmura
Udostępnij:
Kolejka ustawiła się przed drzwiami ośrodka rekolekcyjnego w Lipinkach na długo przed godziną 12, kiedy miało ruszyć zapowiadane przez jego dyrektora ks. Rafała Breję wydawanie barszczu ukraińskiego. Danie ugotowane oczywiście według receptury podanej przez mieszkające w ośrodku Ukrainki, które uciekły przed wojną za naszą wschodnią granicą.

Dzień w ośrodku rekolekcyjnym w Lipinkach zaczął się inaczej niż zwykle - od obierania warzyw, siekania kapusty, tarcia buraków i marchwi, duszenia, smażenia, a potem gotowania. Wszystko po to, by w samo południe móc ugościć barszczem ukraińskim wszystkich chętnych. Akcja miała swój cel - pomoc uchodźcom, którzy w ostatnich dniach stali się mieszkańcami ośrodka. Słusznych rozmiarów puszka ustawiona w miejscu odbioru zupy, zapełniała się tak szybko, jak znikało danie.

Jedni posiłek zamówili wcześniej i dostali go w jednorazowych opakowaniach, inni przynieśli swoje menażki, słoiki, albo zjedli na miejscu, w stołówce, jak proboszcz lipińskiej parafii ks. Wacław Śliwa. W rozmowie przy talerzu ciepłej zupy dużo jest dumy z postawy wiernych, ale i troski, o to co będzie jutro.

- Naszą rolą jako księży nie jest politykowanie, ale zachęcanie do modlitwy o pokój na świecie i podtrzymywanie w naszych wiernych tego ducha wsparcia, który teraz jest bardzo silny. Trzeba go podtrzymywać, bo z niego bierze się ofiarność, bez której nie moglibyśmy pomóc nikomu - mówi ks. Wacław.

W tym czasie Maryna i jej córka Natasza wciąż pracują w kuchni. Córka Nataszy, a wnuczka Maryny zasiada do talerza z zupą, prosi o chleb. To tutaj uciekające przed wojną Ukrainki przekuły swoje łzy, żal, cierpienie i strach w pracę na rzecz innych - swoich rodaków.

- Jesteśmy z Kropywnycki, dużego miasta w centrum Ukrainy. Stamtąd uciekłyśmy przed wojną - mówią.

Każde słowo tłumaczy jedna z mieszkanek Bednarki, która zna ukraiński. Z Lipinek chcą dostać się do Krakowa, a potem do Madrytu, gdzie pracuje mąż Maryny.

W kuchni jest tłoczno, bo razem z Ukrainkami od początku ich pobytu w Lipinkach codziennie są panie z Warsztatów Terapii Zajęciowej w Lipinkach i z Koła Gospodyń Wiejskich w tej samej wsi. Wsparciem są też panie z KGW w Wójtowej i Harklowej. Dzielnie pracuje też młodzież z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w Lipinkach. To spod ich rąk w kuchni ośrodka wypiekane są tysiące drożdżówek, przygotowywane są tysiące kanapek. Z darami z Lipinek ksiądz Rafał zawozi je na granicę, by każdy, kto ją przekracza ze wschodu na zachód, dostał coś dobrego do przekąszenia na miejscu.

Ksiądz Rafał Brej, na co dzień dyrektor ośrodka niejedną grupę tutaj przyjął, ale jego praca jako dyrektora, katechety, kapłana wyglądała do tej pory nieco inaczej, była dość przewidywalna i zaplanowana. Teraz nie ma złej pory, bo telefon trzeba odebrać o każdej porze dnia i nocy, pojechać z transportem darów, zrobić zakupy, zorganizować pracę ośrodka, zabezpieczyć wsparcie wolontariuszy, wyposażyć w odzież, obuwie wszystkich tych, którzy trafiają do Lipinek często po wielu dniach wykańczającej podróży w strachu przed wojną.

- Do tej pory trafiło do nas 18 osób - mówi ks. Rafał. - Tutaj mogli odpocząć, wykąpać się i w godnych warunkach wyspać. Jedni już pojechali dalej, jedni na Litwę, inni do Niemiec. Niektórzy jeszcze zostali, ale też chcą dotrzeć do członków swoich rodzin czy to na terenie kraju, czy dalej - opowiada.

Co przynosi proza życia, świadczy choćby to, co mówi o potrzebach, takich na start.
- Nikt z nas nie pomyślał na przykład o pantoflach, a te były bardzo potrzebne dla tych, którzy po kilku dniach ciężkiej i długiej podróży ciągle w butach, chcieli zwyczajnie odpocząć - mówi.

Gdy rozmawiamy, dzwoni telefon. Ksiądz Rafał dowiaduje się, że przed nim znów noc czuwania z telefonem w ręce, albo podróż na granicę po uchodźców.

- Przyjmiemy 25 osób - mówi. To kilka kobiet z dziećmi. Wiem już, że chcą u nas zostać na dłużej, bo nie mają rodzin w Polsce. Już teraz wiadomo, że dzieciom trzeba będzie zorganizować miejsce w szkołach, a ich mamom pracę. Deklarują bowiem, że bardzo chcą pracować - dodaje ks. Rafał.

I tak życie ośrodka z kuchni i jadalni, które opustoszały tak samo jak garnki z barszczem ukraińskim, przenosi się do pokoi. Rusza sprzątanie, dezynfekcja pomieszczeń, łazienek, zmiana pościeli. Wszystko po to, by kolejne przytulne miejsca były gotowe na przyjęcie uciekających przed wojną.

- Jeśli ktoś chciałby wspomóc nas w pracy na rzecz uchodźców, może wpłacić datek na konta Ośrodka: 11 1240 5110 1111 0010 2895 7729. z dopiskiem Dar dla Uchodźców. Niech Pan wynagrodzi każdemu za ofiarność i dobre serce - kończy ks. Rafał.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Ukraińscy ratownicy medyczni na froncie

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie