Para buch, koła w ruch na stacji Surmanki Duże. To największa i najbardziej niezwykła stacja kolejowa w Gorlicach. Koniecznie zobaczcie!

Halina Gajda
Halina Gajda
Gorliczanin Robert Surmanek pierwszą kolejkę dostał od taty, gdy miał siedem lat. Dzisiaj jego kolekcja tworzy fantastyczną dioramę
Gorliczanin Robert Surmanek pierwszą kolejkę dostał od taty, gdy miał siedem lat. Dzisiaj jego kolekcja tworzy fantastyczną dioramę fot. halina gajda
Stacji Surmanki Duże nie znajdziemy na kolejowej mapie powiatu, choć tak naprawdę pełną para działa w środku Gorlic. Odjeżdżają z niej pociągi do Krakowa i Rzeszowa. W Bieszczady albo po stopy Tatr. Mogą też powieźć pasażerów nad morze albo przetransportować dowolną ilość węgla. Wszystko zależy, na obranie którego kierunku ma ochotę Robert Surmanek, jedyny właściciel tejże stacji. Nazwijmy go zawiadowcą. On bowiem może zrobić tutaj dosłownie wszystko.

Pierwsze kolejowe dioramy stanęły na półkotapczanie

Stacja Surmanki w środku rzeczonych Gorlic. Jakieś prawie zimowe przedpołudnie. Żeby wejść na jej teren, trzeba się trochę pogimnastykować, bo przecież torów dla kaprysu gości przestawiać nie można. Gdy już podniesiemy się z klęczek i początkowa niedogodność zniknie, następuje chwila konsternacji. Człowiek otwiera usta i… przenosi się do innego świata.

- Nie, nie jestem kolejarzem – uprzedza pytanie gospodarz, ów zawiadowca. Ale dawno temu z rodzicami jeździliśmy do Warszawy, do bliskich, którzy tam mieszkali. Zawsze pociągiem. Chyba wtedy „to” się zaczęło - opowiada.

Jako kilkulatek pewnie jeszcze nie znał słowa „pasja”, a jeśli nawet – nie wiedział, że może się wiązać ze ślęczeniem po dniach i nocach, żeby złożyć lokomotywę z „Modelarza”, szperaniem po rozmaitych giełdach, by trafić na wymarzony typ wagonu, albo po prostu ciężko pracować na to, by kupić sobie upragniony parowóz. Jak to z pasjami bywa – nie są tanie. Tak czy owak – Roberta kolejka wciągnęła, jak gąbka wodę.
- Pierwsze stacje-dioramy, a w zasadzie to niewielkie dioramki budowałem i stawiałem na półkotapczanie – dodaje z uśmiechem.
Czas działał na korzyść pasji, choć bywało i w drugą stronę. Zdarzyło mu się, że kolekcję zaczął wyprzedawać. Później przyszedł zimny prysznic i transakcję odwrócił.

Na dworcu podróżni mogą skorzystać z poczekalni, gdzie w jednej części można podziwiać wystawę Muzeum Kolejnictwa

Na dworcu kolejowym w Bieczu czeka nie lada atrakcja. W częś...

Modelarska perełka, czyli Parowóz Pt 47

Kolekcja nie sprowadza się jedynie do wagoników i lokomotyw ustawionych na półce. Nie jest to też już tylko dioramka, ale potężna makieta z pełnym elektronicznym sterowaniem i ze wszystkim, co na stacjach spotkamy w rzeczywistości – są drzewa, klombiki, nasyp kolejowy, budka dróżnika, krzyż św. Andrzeja. Tory leżą na podkładach umocowanych na ziemnym nasypie, przez opuszczonym szlabanem stoi konny wóz, są semafory, ale najpiękniejsza jest parowozownia z obrotnicą. Dla niezorientowanych – to potężne stalowe przęsło, które może obracać się w poziomie. Na tym przęśle zamontowany jest tor, na który wjeżdżają parowozy, lokomotywy, wtaczane są wagony. W ten sposób można odwrócić je o sto osiemdziesiąt stopni albo wjechać do jednego z wolnych hangarów remontowych. Ta akurat stacja ma ich kilka. We wszystkich coś się dzieje, nie są puste. Na taki widok wielu kolejarzy westchnęłoby głęboko do wspomnień, a modelarzom żołądek skręciłby się z zazdrości. Więc, gdy wydaje się już, że na stacji Surmanki nic większego nie może zaskoczyć, twórca czyni kilka ruchów na ekranie tabletu. Tutaj! Palcem pokazuje fragment dioramy, gdzie zaczyna dziać się magia.

W historii kolejnictwa takie stanowiska miały różnych wygląd. Akurat na stacji Surmanki działa wyciąg szybowy, tak zwany system Teudloffa. Podjeżdża do niego wspomniany parowóz. Staje dokładnie pod zaworem, z którego za chwilę „popłynie” woda. Z tła dochodzi odgłos pracującego wyciągu. Już za moment do tendra trafi zawartość wypełnionych prawdziwym węglem wózków. Jeden, drugi, trzeci, kolejny…
- Dosyć. Wystarczy – zarządza. - Teraz trzeba jeszcze wszystko posprawdzać i… w drogę – komenderuje.
Parowóz zaczyna się lekko toczyć. W budce – broń Boże powiedzieć, że w kabinie – maszynisty praca wre. Widać „żar” w kotle, a z komina unosi się prawdziwy dym. Na semaforze podnosi się ramię. To sygnał, że droga wolna. Czas ruszać. Z tła dochodzi miarowy stukot kół. Skład odjeżdża w kierunku dowolnego punktu na mapie. W głowie świta wers ze starego przeboju: patrzeć jak wszystko zostaje w tyle...

Stacja Surmanki stoi niedaleko gorlickiego rynku

Czas by wreszcie zdradzić, gdzie te tajemnicze Surmanki się znajdują. O tym, że próżno ich szukać w rynku, już raczej wszyscy się zorientowali. Ale naprawdę są całkiem niedaleko. W prywatnym, niepozornym domu przy drodze wojewódzkiej.

- Wśród miłośników kolejowego modelarstwa dobrze widziane jest mieć własną stację – wyjaśnia gorliczanin. - Nie musi być to żaden konkretny, istniejący w rzeczywistości dworzec. Można ją sobie stworzyć według tego, co podpowie wyobraźnia. Ja akurat wymyśliłem sobie Surmanki, od nazwiska – dodaje z widocznym zadowoleniem.-

Kolejowe modelarstwo musi jednak nadążać na trendami i tak się dzieje. Brać, która się tym zajmuje, jest podzielona. U jednych znajdziemy pendolino, a u innych, jak choćby u gorliczanina, oliwkowe wagony pasażerskie znane jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. O godzinach spędzonych na trasach obsługiwanych przez dwupoziomowe wagony zwane pieszczotliwie piętrusami, można byłoby napisać nie jedną książkę, a diorama gorliczanina, jest jak wehikuł czasu. Tym bardziej że w wagonach siedzą ludzie, korytarzem przechadza się konduktor, ktoś akurat wychyla się przez okno…
- Czy to wagony pasażerskie, czy parowozy i lokomotywy nie są przypadkowe. Mają oznaczenia, które jeszcze istnieją bądź istniały w rzeczywistości. Ot choćby parowóz zwany przeze mnie „jaślakiem”, czyli tendrzak Tkt 48 – wylicza.
Model powstał w łódzkiej manufakturze specjalne na zamówienie gorliczanina. Takich perełek na stacji Surmanki jest więcej. Eszelon, czyli wojskowy pociąg z czołgami to kolejna z nich. Mało się ich spotyka, nawet pośród wytrawnych kolekcjonerów.

Jak w piosence u Maryli Rodowicz

Nasz bohater spędza przy pracy wokół dioramy po kilkanaście godzin w tygodniu. Jak to na stacji, zawsze jest coś do zrobienia. To taki sposób na reset, oderwanie myśli od inflacji, topniejących lokat i wszędobylskiej drożyzny. Trochę, jak w piosence: uciec pociągiem od przyjaciół, wrogów, rachunków, telefonów, nie trzeba długo się namyślać, wystarczy tylko uciec z domu...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

kup najtaniej

Fitbit

Fitbit Sense Beżowy

799,00 zł

kup najtaniej

Haylou

Haylou LS02 Czarny

127,99 zł

kup najtaniej

Garmin

GARMIN Fenix 7S Srebrno-szary (100253901)

2 619,00 zł

kup najtaniej

Hama

Hama Fit Watch 6900 czarny GPS (178607)

229,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Nocna bitwa nad Dnieprem. Batalion Terror stoczył bój z Rosjanami

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gorlice.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie