Poseł z Krakowa chce, by NIK sprawdził, czy dobrze wydawane są pieniądze na utylizację toksycznych odpadów z rafinerii

Lech Klimek
Lech Klimek
Wniosek do NIK o wszczęcie kontroli może zatrzymać proces oczyszczania terenu gorlickiej rafinerii archiwum
Sprawa toksycznych odpadów nielegalnie składowanych na terenie byłej rafinerii Glimar w Gorlicach to dla mieszkańców miasta jedna z najważniejszych kwestii. Wszyscy z ulgą odetchnęliśmy, gdy w ubiegłym roku rozpoczął się proces ich wywożenia i utylizacji. Cały proces ma kosztować około 50 milionów złotych. Miasto dostało na ten cel 40 208 000 zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Reszta to pożyczka z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i środki budżetu Gorlic. Odpady wywozi i utylizuje konsorcjum firm Mo-Bruk i Sarpi.

FLESZ - Polacy boją się biedy

Sprawą zainteresował się jednak Aleksander Miszalski, poseł Koalicji Obywatelskiej i szef małopolskich struktur PO. Pan poseł uznał, że sprawa "śmierdzi" i złożył wniosek do Najwyższej Izby Kontroli. Poselski wniosek sugeruje, że na terenie Gorlic zawiązała się grupa, która chce wyłudzić od Skarbu Państwa potężne pieniądze. W tym celu najpierw zorganizowano zwożenie odpadów do Gorlic, potem spreparowano wyniki badań, tak by chodziło o niebezpieczne. To posłużyło grupie do wyłudzenia pieniędzy ze Skarbu Państwa. W skład grupy miały wchodzić osoby związane z urzędem miasta i gorlicką prokuraturą. Dopełnieniem są ludzie związani z firmami Mo-Bruk i Raf-Ekologia. Pierwsza wywozi odpady z Gorlic, a druga miała je tu zwozić, obydwie są w tej samej grupie kapitałowej. Ten proceder poseł opisał we wnioski miedzy innymi na podstawie wypowiedzi Łukasza Bałajewicza, wiceburmistrza Gorlic podczas posiedzenia sejmowej Komisji Ochrony Środowiska. Wtedy padły słowa o zwożeniu do Gorlic odpadów przez firmę Raf-Ekologia.

Poseł Miszalski uważa, że jeśli opisywany w jego wniosku proceder  potwierdzi się,  to dojdzie to sprzeniewierzenia dużych środków ze Skarbu Państwa. Gorlicka prokuratura nie chce komentować sprawy, to nie dziwi, bo nadal trwa sądowa batalia z osobami, które organizowały zwożenie odpadów do Gorlic.

Od odpowiedzi nie uchyliła się za to firma Mo-Bruk.

- Informacja podana przez wiceburmistrza Gorlic, podczas posiedzenia sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, o rzekomym składowaniu przez Raf-Ekologię, spółkę zależną Mo-BRUK-u, odpadów niebezpiecznych na nielegalnym wysypisku w Gorlicach, jest nieprawdziwa - stwierdza biuro prasowe Grupy Kapitałowej Mo-BRUK S.A.. - Na terenie dawnej Rafinerii Glimar w Gorlicach nie zostały zdeponowane odpady przez żadną naszą spółkę. Listy przewozowe, na które powoływał się Pan Łukasz Bałajewicz, wiceburmistrz Gorlic, dotyczą transportu ścieków lub odpadów przekazanych innym podmiotom posiadającym stosowne decyzje administracyjne zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Sprawę badała gorlicka prokuratura. Nie stwierdzono nieprawidłowości wobec Raf-Ekologii - dodaje.

Usunięcie 5000 ton odpadów prowadzone jest zgodnie z umową, zakończenie całego procesu planowane jest do 15 listopada.
- Likwidacja nielegalnych składowisk cechuje się najwyższymi procedurami bezpieczeństwa, a do realizacji procesu niezbędne są określone kompetencje - podkreślają przedstawiciele firmy. - Przy tego typu projektach zaangażowanych jest szereg specjalistów, w tym chemików, technologów, specjalistów od transportu ADR i ochrony środowiska - zaznacza biuro prasowe.
Prace są prowadzone przy zaangażowaniu laboratoriów.
- Krytyka powinna zostać skierowana w stronę tych którzy dopuszczają się nielegalnego składowania odpadów, a nie firm, które dla dobra społeczeństwa i środowiska je usuwają - zauważa rzecznik prasowy firmy. - W naszej ocenie wniosek o przeprowadzenie kontroli doraźnej, złożony przez posła bazuje na informacjach niezgodnych ze stanem faktycznym - kończy.

Poseł Aleksander Miszalski wyjaśnia powody swoje zainteresowania sprawa składowiska odpadów na terenie Gorlic

- Niepokojące informacje dotyczące składowiska odpadów na terenie byłej rafinerii w Gorlicach dotarły do mnie od mieszkańców tej miejscowości - stwierdza poseł Aleksander Miszalski. - Mieli oni kontakt z pracownikami spółek, którym powierzono wywóz tych odpadów. Według nich władze miasta Gorlice oraz służby zostały wprowadzone w błąd co do niebezpiecznego charakteru odpadów składowanych na terenie byłej rafinerii. Szczególne wątpliwości wzbudził fakt, że jedna ze spółek, która dziś ma te odpady wywozić, wcześniej dostarczała je na teren byłej rafinerii. Stąd mój wniosek do NIK o skontrolowanie tych spółek oraz prokuratury i miasta Gorlice - dodaje.

Parlamentarzysta podkreśla, że chce się dowiedzieć, czy dostarczone miastu oraz prokuraturze dowody, m.in. próbki pobrane ze składowanych pojemników, są wystarczające, by stwierdzić, że mamy do czynienia z odpadami niebezpiecznymi. Jest to istotne, gdyż koszt wywozu tego rodzaju odpadów jest znacznie większy niż zwykłych ścieków przemysłowych.

- Gdyby się okazało, że miasto oraz prokuratura zostały wprowadzone w błąd, mielibyśmy do czynienia z wyłudzeniem pieniędzy z kasy miasta oraz państwa na ogromną skalę, dlatego uważam, że wniosek, który złożyłem jest w pełni uzasadniony - dopowiada poseł Miszalski. - Zaznaczę, że osobiście nie dysponuję dowodami, że do takiego procederu doszło na pewno. Głosy mieszkańców są jednak bardzo niepokojące. Ufam władzom Gorlic, jednak obawiam się, że mogli oni zostać oszukani. Przez kogo? Na to nie umiem na razie odpowiedzieć – podkreśla.

Poseł ma nadzieję, że wyjaśni to NIK, który dysponuje odpowiednimi narzędziami. Według niego sprawa ta wymaga zbadania, by nie dopuścić do sytuacji, w której miasto Gorlice oraz skarb państwa poniosą nieuzasadnione koszty.

- Jak dotąd, nie otrzymaliśmy jeszcze żadnej odpowiedzi z Najwyższej Izby Kontroli - mówi. - Gdy tylko coś dostaniemy, będę informował na bieżąco, tak aby mieszkańcy mieli pełny ogląd sprawy - kończy.

Przywoływany przez posła Łukasz Bałajewicz nie krył swojego zdziwienia

- Moim zdaniem wniosek posła Miszalskiego jest skrajnie nieodpowiedzialny – stwierdził. - Dodatkowo pan poseł wykazał się w nim elementarnym brakiem wiedzy w tym temacie. Od początku, gdy spadła na nas konieczność wydania postanowienia o wykonaniu zastępczym, staraliśmy się zakwalifikować cześć tych odpadów jako ścieki. To zakwestionował marszałek województwa podkarpackiego. Również prokuratura zakwalifikowała te odpady jako niebezpieczne - dodaje.

Łukasz Bałajewicz stwierdził też, że nie wie, jaki cel tak naprawdę przyświeca posłowi Miszalskiemu.

- Takie działania mogą spowodować „zastraszenie” innych samorządowców i paradoksalnie wzmocnić mafię śmieciową -podkreśla wiceburmistrz. - Kontroli NIK-u się nie boimy, jestem też otwarty na rozmowy i jeśli pan poseł potrzebuje wiedzy na temat tego, co dzieje się na terenie rafinerii, to ma przecież mój numer telefonu, wystarczy zadzwonić – kończy.

Pobierz bezpłatną aplikację Nasze Miasto i bądź na bieżąco!

Jak korzystać z aplikacji, by otrzymywać informacje z miasta i powiatu? To proste!
Po wejściu w aplikację w prawym górnym rogu w menu wybierz swoje miasto.

Aplikacja jest bezpłatna i nie wymaga logowania. Oprócz standardowych kategorii, z powodu panującej epidemii, wprowadziliśmy zakładkę "koronawirus", w której znajdziesz wszystkie aktualne informacje związane z epidemią.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie