Lekcja z penisem, czyli jak zostałam celebrytką

Redakcja
Jestem nauczycielką, która zmuszona sytuacją, kazała dzieciom narysować penisa i napisać „dupa”, próba znalezienia sprawcy zniszczenia obuwia uczennicy, dzieciom nie zaszkodziła, ze mnie zrobiła natomiast kilkudniową bohaterkę ogólnopolskich i lokalnych portali i publikacji prasowych – negatywnych i pozytywnych. Tych drugich było znacznie więcej.

Czytaj także: Sherlock Holmes w spódnicy, czyli jak nauczycielka kazała dzieciom rysowac penisy

Obsceniczne rysunki i wulgarne napisy, podobnie jak malowidła naskalne w czasach prehistorycznych, są rodzajem przetworzonych w obrazy emocji. Te szkolne od jaskiniowych różnią się tematycznie. Zamiast pędzących koni, czy dobijanych bizonów, przestawiają często organy płciowe i dosadne ich nazwy.

Wulgaryzmy na klasowych ławkach, to nie tylko przejaw nudy, ale i kumulowanej agresji wobec szkoły czy nauczycieli. Gdy umieszczone zostają na rzeczy konkretnej osoby, sprawa zaczyna być poważniejsza, bo dotyczy jednostki i stanowi negatywne przesłanie pod jej adresem. Pojawia się wówczas, chociaż nie powinien, dylemat; podjąć próbę znalezienia sprawcy, czy problem zbagatelizować?

Na forum klasy winnych nie ma, są natomiast wzajemne oskarżenia. Pozostawienie sprawy bez rozwiązania, to sygnał dla bezkarności. Podjęcie próby wyjaśnienia - ryzykowne, właściwie od początku skazane na przegraną.

Niestety w moim przypadku okazało się pyrrusowym zwycięstwem. Sprawca został ustalony, jednak ze względu na wiek, w pewnym sensie ułaskawiony, bo nikt go za rękę nie złapał, a grafologa w szkole nie ma. Ostatecznie skończyło się na łzach, które na pewno nie były wynikiem fałszywego oskarżenia. Uczniowie, którym, pewnie pierwszy raz w szkolnej historii, na godzinie wychowawczej, pozwolono, wprawdzie na kartkach, ale bezkarnie narysować penisa i napisać „dupa” zrobili to bez oporów i bez uszczerbku na psychice.

Co może niektórym wydawać się dziwne, nauczycielce przybyło autorytetu, a dzieci dowiedziały się, że kłamstwo ma krótkie nogi, a sposób na wykrycie sprawcy bezmyślnego działania - chuligańskim w przypadku dziesięciolatków bym go nie nazwała - zawsze się znajdzie.

„Penisowa afera” wybuchła po miesiącu od zdarzenia. Dziennikarz „Gazety Krakowskiej” - jak stwierdził - z Urzędu Miasta Gorlice dostał pismo przewodniczącego rady miejskiej skierowane do dyrektorki szkoły, w której „rysunkową” innowację zastosowano. Dziwnym zbiegiem okoliczności otrzymał ją wcześniej niż adresatka.

Z informacji zrobił właściwy użytek. Połączenie rzeczowników „penis” i „nauczyciel”, to woda na medialny młyn. Dziennikarskie żarna ruszyły w ruch. Tytuł w „Krakowskiej” „Nauczycielka kazała dzieciom rysować penisy” spowodował, że gazeta zeszła na pniu. Internetowe wydanie biło rekordy poczytności, a medialna pętla coraz mocniej zaciskała się na gardle i żołądku nauczycielki - eksperymentatorski, a właściwie samozwańczej „detektywki”.

Komu i czemu miało służyć całe medialne zamieszanie? Rodzice uczniów w stu procentach stanęli po stronie wychowawczyni, zresztą o zdarzeniu i sposobie jego rozwiązania byli poinformowani podczas kwietniowej wywiadówki - uwag nie mieli, pretensji nie zgłaszali.

Czytaj także: Afera "penisowa" w Gorlicach. Głos rodziców

Od redaktora Szeligi, autora nierzetelnego i wulgaryzującego szkolny incydent tekstu, zażądali sprostowania, w którym m.in. napisali: „Dla nas rodziców bulwersujący jest fakt, że Przewodniczący Rady Miasta podejmuje bez upoważnienia i wbrew naszemu stanowisku działania, które piętnują nasze dzieci, a także dyskredytują szkołę i nauczyciela. Nie zgadzamy się na wykorzystywanie naszych dzieci do celów politycznych, nazywania ich chuliganami, będziemy je bronić przed upokarzającymi i nieodpowiedzialnymi działaniami Przewodniczącego B. Musiała”.

Coś w rodzaju sprostowania „Krakowska” opublikowała, chociaż litery nie były już tak duże jak w „hitowym” wydaniu, a i treść jakoś tak upchano, by w oko nie wpadała. Sprawa z penisem w tle niby została zakończona, chociaż nie do końca wyjaśniona. Są pytania, na które nadal nie ma odpowiedzi. Nauczycielka jest radną miejską i to skonfliktowaną z przewodniczącym i kilkoma innymi radnymi. W gorlickim sądzie wkrótce rozpocznie się sprawa karna z powództwa pana Musiała, wytoczona jej za rzekome naruszenie jego dóbr osobistych.

Nie jest też tajemnicą, że wieloletni przewodniczący Rady Miasta Gorlice był w komitecie budowy szkoły i z dyrektorką placówki łączą go koleżeńskie relacje. Wygląda na to, że epicentrum szkolnego trzęsienia ziemi stały się dwie skargi złożone do miejskiego wydziału oświaty. Autorką pierwszej jest bohaterka „penisowego skandalu” - jako radna wystąpiła w obronie praw pracowniczych koleżanki. Drugą, z żądaniem wyjaśnień i wyciągnięcia konsekwencji służbowych, powołując się na „wielu” rodziców, złożył przewodniczący Musiał.

- Oko za oko, ząb za ząb, skarga za skargę - to jedno przychodzi na myśl. Jaka udział w sprawie miała dyrektorka szkoły? Pytana o ten zbieg okoliczności, twierdzi, że jedno z drugim nie miało nic wspólnego. No cóż, mam powody, żeby w przypadki nie wierzyć, tym bardziej, że swoje dochodzenie w sprawie „lekcji z penisem” pani dyrektor rozpoczęła przed otrzymaniem oficjalnej skargi, a redaktor Szeliga informację o sprawie dostał, nim ta trafiła do szkoły.

Przewodniczący Musiał nie potrafi udokumentować zgłoszenia, na które się powołuje. Rodzice dzieci jego wersji nie potwierdzają, są wręcz oburzeni, czemu dali wyraz w piśmie do redakcji „Gazety Krakowskiej”. Wygląda na to, że w tej batalii użyto starej esbeckiej zasady: dajcie człowieka, paragraf się znajdzie. W tym przypadku wystarczył penis.

Intryga jak u Agaty Christie, tyle, że bez trupów, chociaż nie do końca. Gdyby szkolnemu incydentowi nie przyjrzeli się uważnie dziennikarze „Wprost”, którzy rozmawiali z zainteresowanymi stronami i w sposób obiektywny do tematu podeszli, gdyby nie pozytywne opinie uczestników telewizyjnego programu „Pytanie na śniadanie”, tematowi kontrowersyjnej lekcji poświeconego, ofiara by była. Lokalny układ, którego przewodniczący jest częścią, samorządowo i zawodowo dobiłby mnie „penisem”.

Alicja Nowak

Restauracje otwarte. O czym musisz pamiętać?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3