Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Rzecz o kotach, psach, chorych tarantulach i pszczołach, którym nie chce się sprzątać ula, czyli garść tajemnic z gabinetu weterynarza

Halina Gajda
Halina Gajda
Daniel Cieśla: to, że kot się przytula, wcale nie znaczy, że kocha swojego pana, tylko odczuwa lęk
Daniel Cieśla: to, że kot się przytula, wcale nie znaczy, że kocha swojego pana, tylko odczuwa lęk halina gajda
Lek. weterynarii Daniel Cieśla opowiada o sztuce, którą koty opanowały do perfekcji, pszczołach, które stały się bałaganiarami, chorych pająkach na kozetce i klaczy, która pluła na jego widok.

Jak to bywa przed świętami, zewsząd apele – nie kupujcie zwierząt pod choinkę. Czy to naprawdę problem?
Nie dramatyzowałbym aż tak, choć owszem, również w czasie wizyty w sklepie zoologicznym czy hodowli, zdarzają się kompulsywne zakupy. Skala nie jest jednak wielka. Na szczęście, film o stu jeden dalmatyńczykach przeszedł do kinowego lamusa i moda na psa w łaty też odeszła. Choć muszę przyznać, że wtedy był to kłopot.

Bo pies się znudził?
Nawet nie, że się znudził, tylko okazało się, że nie jest przymilnym zwierzaczkiem, tylko psem, który wymaga dyscypliny. To rasa, którą charakteryzuje niski prób pobudliwości zwłaszcza w sytuacji dla niego stresowej. Bywało, że konieczna była eutanazja takiego psa. Podkreślę raz jeszcze – na szczęście moda na dalmatyńczyki minęła, więc i problem się zakończył.

Porzucamy zwierzęta, bo chcemy jechać na świąteczny urlop za granicę?
I wywozimy do lasu, przywiązujemy do drzewa? Nie, tutaj też bym nie dramatyzował. Owszem, zdarza się, że w terenie o dużej lesistości ktoś trafia na bezdomnego psa, który ewidentnie szuka drogi do domu, ale to raczej jednostkowe przypadki. Czasem rzeczywiście ogłaszamy, że znaleziony został jakiś pies i szukamy dla niego domu, ale to jednostkowe przypadki, bo wcześniej czy później odnajduje się właściciel. Nie ma też masowych przypadków znęcania się nad zwierzętami. Obojętnie, czy dotyczy to kota, psa czy kanarka, ale też zwierząt hodowlanych. Nie ma tak, że gospodarz nastawiony jest tylko na zysk ze zwierzęcia, bo takie rozumowanie jest na krótką metę. Tym bardziej u nas, w środowisku gdzie emocjonalna więź ze zwierzęciem jest czymś naturalnym. Powiem więcej, nie jest też tak, że gdy zwierzę choruje, to właściciel od progu żąda eutanazji. Czasem w ogóle nie bierze takiego rozwiązania pod uwagę, nawet wtedy, gdy jest ono najwłaściwsze.

Ale koty, to na pewno problem.
Był. Wielki, żeby nie powiedzieć olbrzymi. Teraz na szczęście sytuacja się stabilizuje, ale gdy trzy lata temu, gdy wybuchła pandemia, to nie odbyły się wiosenne sterylizacje. No i się zaczęło. Doszło do tego, że kocięta można było przeliczać na setki. Tylko u nas w lecznicy bywały chwile, że w kojcach było po 40-50 kociaków do adopcji. Mieliśmy wrażenie, że cały świat całą dobę miauczy. O tym, że ten koci świat dodatkowo domaga się jedzenia, czystej kuwety i choćby odrobinę zainteresowania, już nawet nie wspominam. Powoli wracamy na szczęście do normy.

Nie mogę nie zadać pytania: zwierzęta mówią?
Ech… Dobra, powiem tak: mówią, choć nie używają języka. Czasem w gabinecie, gdy trafiam na takiego rozmiłowanego w swoim zwierzaku właściciela i zaczyna mi on opowiadać, co jego pupilowi dolega, co ów zrobił albo czego absolutnie nie chciał i gdy nie mogę mu (temu właścicielowi) przerwać, to zaczynam się przyglądać zwierzęciu. Bo ono, bez głosu, więcej mi powie, co mu dolega, niż jego właściciel, który rzekomo cały czas go obserwuje. I nie potrzeba do tego wielkich kocich oczu i machania łapką.

Znaczy, że niby właściciele wyręczają weterynarza i stawiają diagnozę?**
Nawet nie. Tylko o to, że inne, niż zazwyczaj zachowanie zwierzęcia interpretują pod wpływem własnych emocji. I zazwyczaj na opak. To, że kot się przytula, wcale nie znaczy, że kocha swojego pana, tylko odczuwa lęk. W ogóle to koty w toku ewolucji nabyły i doskonale wyszlifowały umiejętność wzbudzania litości. Oczka zrobią wielkie, łapką po nich potrą, miaukną żałośnie, a my stajemy na baczność. Tymczasem one doskonale wiedzą, że takie ich zachowanie jest skorelowane z nagrodą. I my sięgamy po tę puszkę z tuńczykiem albo wołowiną…

Może lepiej zostawmy koty, które jak wiadomo, mają swoich panów. Zapytam trochę z innej beczki – z jakimi najbardziej niespotykanymi zwierzakami spotkał się pan w gabinecie.
Nie określiłbym ich jako dziwne, ale na pewno mało spotykane. Na przykład tarantule, węże, duże agamy...

Jakoś trudno mi sobie wyobrazić tarantulę w gabinecie weterynaryjnym. Siedzi na kozetce i co?
Nie siedzi na kozetce. Nie ma smutnej miny, odnóżami też nie macha do mnie. Jeśli ktoś ma w domu tarantulę i na co dzień ją pielęgnuje, to raczej widzi zmiany, czy to w zachowaniu, czy zewnętrzne. Takie zwierzęta najczęściej dopadają kłopoty pasożytnicze czy grzybiczne, które zazwyczaj są widoczne. Owszem, kot czy pies są dosyć wylewnymi zwierzakami, ale im niżej w rozwoju ewolucyjnym, tym te są zero-jedynkowe. Taka tarantula czy wąż raczej nie ucieszy się na nasz widok, ale pożre, co przyniesiemy jej do jedzenia.

I jak się „bada” taką tarantulę?
Bez termometru i stetoskopu. Raczej kończy się na obejrzeniu pod kątem wspomnianych zewnętrznych zmian. Owszem, trzeba się zabezpieczyć, ale bez przesady. Rękawiczki wystarczą.

Mimo wszystko od tarantuli w terrarium wolałabym chyba ul…
Pszczoły też się zmieniły. Hodowle są tak prowadzone, by były coraz łagodniejsze. I to się zaczyna powoli mścić. Bo z nabywaną łagodnością zaczynają zmieniać im się charaktery. Najprościej mówiąc – rozleniwiły się. Nie są tak chętne do sprzątania w ulu. W zasadzie to mógłbym powiedzieć, że pszczoły zaczynają być bałaganiarami. Strażniczki, które powinny pilnować bezpieczeństwa reszty rodziny, też są coraz mniej skłonne, by ruszyć do boju, a przecież dopuszczanie do rabunku w ulu, to najlepsza droga do przenoszenia chorób pomiędzy rodzinami. Ta łagodność jest także związana z mniejszą skłonnością do wyprowadzania nowych rojów. W tej chwili takie pierwotne instynkty są widoczne tylko u pszczół azjatyckich.

Podobno wyjątkowo wściekłych.
Ale prawdziwych, nie tych zmodyfikowanych.

Zwierzęta są pamiętliwe?
Raczej nie. Na pewno nie w tym sensie, że rozumieją brzydkie słowa, które się do nich mówi. Z drugiej strony leczyłem pewną klacz, która później pluła, gdy tylko przekraczałem próg stajni. Uznaję to jednak za zbieg okoliczności. (śmiech) A poważnie, nawet jeśli przeprowadzam jakiś zabieg, który nie jest za specjalnie przyjemny, to one tego raczej tak nie zapamiętują.

A te wszystkie opowieści, że pies czy kot przed wizytą u weterynarza próbuje wejść w mysią dziurę albo udaje, że jest niewidzialny?
Znów wrócę do emocji. Właściciela oczywiście. Bo przed taką wizytą, kot trafia pod klucz, by nigdzie nie uciekł albo się nie schował, pies wychodzi tylko na krótki spacer. Zwierzęta dostają sygnał, że coś się zmieniło w zachowaniu „człowieków” i trzeba być czujnym. Więc robią się nerwowe. Nie z powodu zapowiedzianej wizyty u weterynarza, tylko poddenerwowanego opiekuna.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Pożar w rozlewni gazu w Głogowie - tak doszło do wypadku

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Rzecz o kotach, psach, chorych tarantulach i pszczołach, którym nie chce się sprzątać ula, czyli garść tajemnic z gabinetu weterynarza - Gazeta Krakowska

Wróć na gorlice.naszemiasto.pl Nasze Miasto