SPH Jedność w Gorlicach liczy ponad sto lat. Nie wiemy, jak długo smażą pączki, ale są jednymi z najlepszych w regionie

Halina Gajda
Halina Gajda
Spółdzielnia Jedność powstała z 1919 roku. Od ponad wieku karmi gorliczan chlebem, słodkimi wypiekami. Tutaj jest prawie jak w domu - mąka z młyna, jajka od kur, śmietana od krowy. Tyle tylko, że na większą skalę. W normalnym dniu pączki liczy się tutaj w setkach. W zapusty - w tysiącach
Spółdzielnia Jedność powstała z 1919 roku. Od ponad wieku karmi gorliczan chlebem, słodkimi wypiekami. Tutaj jest prawie jak w domu - mąka z młyna, jajka od kur, śmietana od krowy. Tyle tylko, że na większą skalę. W normalnym dniu pączki liczy się tutaj w setkach. W zapusty - w tysiącach halina gajda
Zaczęło się pączkowe szaleństwo. Najstarsza gorlicka piekarnia przy ulicy Korczaka tętni maszynami, które wyrabiają miękkie i puszyste ciasto na karnawałowe przysmaki. Nie tylko pączki, ale też chrust i oponki. Ekipa, która tutaj pracuje, ma nie tylko wieloletnie doświadczenie. W czym rzecz? Otóż z natury, człowiek ma dwie ręce. Oni też, choć gdy przyjrzeć się ich pracy, to ma się wrażenie, że tych rąk, jest co najmniej o kilka więcej.

Nasza przygoda zaczęła się rankiem. Dla pań – Eli i Basi znacznie wcześniej, niż dla nas. Były bowiem w pracy od świtu. Ciasto, czy to na pączki, oponki czy faworki, trzeba wcześniej przygotować. Nie można też zaklinać rzeczywistości, jedna z najstarszych gorlickich piekarni, nie jest kombinatem, gdzie wszystko robią maszyny. I pewnie w tym tkwi wyjątkowy smak słodkości, które stąd wyjeżdżają. Ludzkiego oka nie jest przecież w stanie zastąpić najlepszy komputer. Tak samo, jak dotyku czy zapachu. A panie, wystarczy, że spojrzą. I widzą; temu ciastu trzeba jeszcze trochę wyrabiania. Pączkom kwadransa, by doskonale wyrosły, a ciastu na chrust jeszcze garści mąki...

W takiej wielkiej kuchni, trzeba mieć oczy dookoła głowy

Jesteśmy przy stole z chrustem. Pani Ela, która akurat w tej chwili na nim rządzi, przyznaje szczerze, że nigdy nie skusiła się, żeby zliczyć faworki, które wyszły spod jej ręki. Nawet tych, które zrobi na swojej zmianie.

- Dziennie? W setkach – śmieje się serdecznie.

Jest jak robot. Akurat na stole ma solidną porcję ciasta. Trudno nadążyć za ruchami jej rąk – wałkownica wałkuje kolejne kawałki, ona zaś błyskawicznie kroi je na paski, nacina pośrodku, wywija. Ciasteczko ląduje na deskach. Chwilę odpoczywa, a później trafia do smażenia. Tym zajmuje się pani Basia. Też z bagażem cukierniczego doświadczenia. Czujnie obserwuje piekący się chrust. Nie odrywa rąk od sita, na którym się wypieka.
- Gdy smażymy, nie odchodzimy ani na moment – opowiada.
Powód jest prosty. Cienkie, delikatne ciasto błyskawicznie może się spalić. I po przysmaku nici. Cała operacja trwa jakieś dwie minuty. Nie więcej. Wielkie sito trafia na platformę. Resztki tłuszczu szybko ociekają, a faworki lądują w pudełkach. Zaraz pojadą do sklepów.

Setki, tysiące, miliony - wszystko dla gorliczan

Chrustu nikt nie liczy, bo w sezonie trzeba byłoby obracać liczbami z sześcioma zerami. Trochę łatwiej jest z pączkami. Na nocnej zmianie wypieka się ich około pięciuset. Ranna ma z nimi trochę mnie roboty, bo z cukierni jeszcze ciepłych, do sklepów wyjeżdża ich kolejnych około dwustu. To i tak nic, bo w okresie tłustego czwartku, gorliczanie zjadają nawet około 15 tysięcy pączków z Jedności. Mimo iż do zapustów jest jeszcze trochę czasu, to i tak jest co robić. Zdradzimy tutaj mały sekret pań. Otóż, każdy kto choć raz piekł w domu pączki wie, że czasem lubią robić fikołki w czasie smażenia. Trudno nad nimi zapanować, gospodynie się denerwują, wszak dumną każdej jest, by obrączka na pączku była idealnie równa. A jak ciasto fika, to i obrączka się nie wysmaży.

- Na chwilę przed pieczeniem nakłuwamy pączek patyczkiem - opowiadają. - Lekko, leciutko. I to wystarcza - zapewniają solennie.

Tymczasem na naszym stole, w kolejce stoją przecież jeszcze oponki. Też karnawałowy przysmak.

- Najważniejszych w nich jest ser – podkreśla pani Ela. - Musi być dobrze odciśnięty, bo inaczej ciasto się po prostu nie wyrobi, będą się też kiepsko smażyły – dodaje.

I znów w ruch idzie wałkownica. W oponkowej bazie, z mąki, żółtek, cukru i twarogu błyskawicznie, za pomocą szklanki, wycina kółka. Kolejne narzędzie wygląda trochę, jak wielki naparstek. To nim wykrawa się dziurki. Deski z gotowymi do smażenia słodkościami, odbiera pani Basia… Kilka minut i gotowe. Pachną i chrupią. Idealne do kawy albo na drugie śniadanie.

Spółdzielnia Jedność powstała z 1919 roku. Ponad wiek działalności, w różnych okolicznościach, systemach społecznych i politycznych, z mniejszym lub większym rozmachem, ale ciągle w niezmiennej formie prawnej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

iPolitycznie - Robert Telus o rozwiązaniu problemu zboża - skrót

Materiał oryginalny: SPH Jedność w Gorlicach liczy ponad sto lat. Nie wiemy, jak długo smażą pączki, ale są jednymi z najlepszych w regionie - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gorlice.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie