Porwanie, którego nie było. Wyjaśniamy okoliczności szerokiej akcji służb

Agnieszka Nigbor-Chmura
Agnieszka Nigbor-Chmura
Policyjny śmigłowiec patrolował miasto przez ponad trzy godziny archiwum
Wczorajszy fałszywy alarm związany z rzekomym uprowadzeniem dziecka w Gorlicach nie był zamierzony. Dziesięciolatki, które zgłosiły, że widziały, jak ktoś siłą wciąga dziewczynę do samochodu były przerażone i do końca przekonane, że grozi jej niebezpieczeństwo. Potwierdził to psycholog, który rozmawiał z dziećmi już podczas trwania akcji. Policja mówi wprost: - Dzieci zachowały się wzorowo, bo wezwały pomoc w sytuacji, którą odebrały jako zagrożenie.

W środę na około pięć godzin powiat gorlicki zamarł. Pierwsze szczątkowe, niepotwierdzone żadnym komunikatem policyjnym informacje mówiły o dwóch 11-latkach, które ktoś próbował porwać z placu zabaw przy ulicy Ogrodowej w Gorlicach.

Jednej miało udać się uciec i to ona miała wszcząć alarm, druga siłą miała zostać wciągnięta do białego busa z zasłoniętymi, czy zdjętymi wręcz tablicami rejestracyjnymi i przyciemnionymi szybami. Porywacze mieli być zamaskowani. Gdy na ulicach miasta, powiatu, na drogach wylotowych z Gorlic – krajowej 28 zarówno w kierunku Jasła i Nowego Sącza, ale też wojewódzkiej w kierunku granicy państwa i Tarnowa zrobiło się aż gęsto od policyjnych radiowozów, a miasto cały czas patrolował policyjny śmigłowiec, wszystko wydawało się bardzo prawdopodobne.

Uprowadzonego dziecka szukało 160 policjantów

Już w środę późnym wieczorem okazało się, że do porwania dziecka w Gorlicach nie doszło.

- Tuż po godzinie 16 otrzymaliśmy komunikat od osoby dorosłej, którą dwie spacerujące ulicą 10-latki poprosiły o pomoc i szybki kontakt z policją – mówi Grzegorz Szczepanek, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Gorlicach.

Dzieci twierdziły, że zauważyły jak zamaskowanych dwóch mężczyzn siłą wciągnęło dziewczynkę do auta. Określiły, że była kilka lat starsza od nich.

Natychmiast ruszyły poszukiwania dziecka. W całą akcję zaangażowanych było 160 policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Gorlicach, ale też z Komendy Wojewódzkiej Policji, do tego śmigłowiec.

"Porwana" okazała się 30-latką

- Dość szybko udało nam się znaleźć samochód i jego pasażerów – dodaje Grzegorz Szczepanek.

Rzeczywiście okazało się, że byli oni we wskazanym miejscu i czasie, ale zaprzeczyli, by doszło do jakiegokolwiek przymusu czy agresji. Nastolatka, o której opowiadały dziewczynki okazała się dojrzałą, ponad 30-letnią kobietą.

- Zarówno wobec dziewczynek, które zgłosiły sprawę, jak i ich rodziców nie będą wyciągane absolutnie żadne konsekwencje. Dzieci zachowały się jak najbardziej poprawnie. Wręcz modelowo. To dowód na to, że nasze działania edukacyjne i prewencyjne przynoszą efekt. Przecież od przedszkola uczymy je odpowiedzialności za siebie i drugiego człowieka i konieczności reagowania w sytuacjach zagrożenia – podaje oficer prasowy.

Alarm okazał się fałszywy, ale nie zamierzony

Z obydwiema dziewczynkami w czasie trwania akcji poszukiwawczej rozmawiał psycholog. W jego opinii dzieci do końca były przekonane, że wydarzyło się coś bardzo złego, a osoba, która wsiadła do samochodu została skrzywdzona.

Alarm okazał się fałszywy, ale nie zamierzony. Młodym strażnikom bezpieczeństwa należą się gratulacje!

Kryzys wieku średniego. Skąd się bierze i czy dotyka wszystkich?

Wideo

Materiał oryginalny: Porwanie, którego nie było. Wyjaśniamy okoliczności szerokiej akcji służb - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie