Dariusz Bohatkiewicz opowiada wojenną historię dziadka Władysława

Agnieszka Nigbor-Chmura
Dariusz Bohatkiewicz chętnie wspomina historię wojenną swojego dziadka śp. kpt. Władysława, żołnierza 47. Pułku Artylerii Haubic Wojska Polskiego
Dariusz Bohatkiewicz chętnie wspomina historię wojenną swojego dziadka śp. kpt. Władysława, żołnierza 47. Pułku Artylerii Haubic Wojska Polskiego archiwum rodzinne
To historia człowieka, któremu wojna zabrała wszystko. Rodzinę, której część zginęła, a pozostałych bliskich los rozrzucił po całym świecie. Dom, który po wojnie znalazł się za granicą Polski. Młodość, bo tę spędził, walcząc o wolną Polskę. Tym życiorysem można by obdzielić kilka osób.

Gorliczanin Dariusz Bohatkiewicz o swoim dziadku śp. Władysławie mógłby opowiadać godzinami. Wojenna historia rodziny, której przed laty, jako mały chłopiec wysłuchiwał z zapartym tchem, wraca nie tylko przy okazji znaczących rocznic. Wraca zawsze, gdy bliscy zasiadają nad rodzinną kroniką Bohatkiewiczów, opracowaniami autorstwa dziadka „Skąd nasz ród”, „Pocztem seniorów rodu” i przy jego rodzinnym grobie na cmentarzu w Gorlicach, w którym spoczywa kpt. Władysław, żołnierz 47. Pułku Artylerii Haubic WP.

Chłopak spod Wilna

Władysław Bohatkiewicz urodził się w zubożałej rodzinie szlacheckiej, herbu Pomian. Był rok 1922 r. Kresy, okolice Wilna. Wychowywany był w rodzinnych tradycjach patriotycznych, kultywowanych przez kolejne pokolenia.

- Rodzice często opowiadali mu o przodkach, którzy za aktywny udział w powstaniach listopadowym i styczniowym utracili życie, majątek lub byli zsyłani na Syberię. Wszyscy byli ofiarami „wieszatiela” Murawjowa, carskiego gubernatora Wilna. To on krwawo rozliczał polską szlachtę, walczącą w Powstaniu Styczniowym na Litwie - opowiada wnuk Władysława.

Licznej rodzinie Bohatkiewiczów, która straciła majątek, nie żyło się łatwo. Pomimo tego rodzice starali się wykształcić swoje dzieci.

- Dziadek ukończył szkołę podstawową i kontynuował naukę w gimnazjum. To w latach szkolnych spotkał marszałka Józefa Piłsudskiego, który wizytował tereny Wileńszczyzny. Kresy stanowiły jego „oczko” w głowie. To tam kierował najlepsze kadry nauczycielskie i urzędnicze. A stanowiska publiczne piastowali legioniści Piłsudskiego.

Wybuch II wojny światowej w 1939 r. zastał Władysława w rodzinnym domu, kiedy szykował się do kolejnego roku szkolnego. Niepokojące wieści z frontu, wysłuchiwane w radiu, przepowiadały nadejście kolejnych lat niewoli. Nagle, gdy mieli pojawić się Niemcy, 17 września na tereny polskich Kresów wjechały kolumny Sowietów.

- Dziadek miał wówczas 17 lat. Opowiadał, jak w jego miejscowości pojawiły się czołgi. Na czołowym powiewała duża czerwona flaga. To z niego uchylił się właz i wysiadł młody oficer, który oznajmił, że przyjechali oswobodzić mieszkańców spod pańskiego panowania. Jeden z miejscowych witał tych „wyzwolicieli” do czasu, gdy wypalili mu kartki z książeczki do nabożeństwa i zniszczyli czołgiem dom - przytacza opowieść dziadka.

Drugie narodziny

We wrześniu 1939 roku nastąpiły drugie narodziny Władysława.

- W obawie przed przymusowym wcieleniem do wojska sowieckiego, miejscowy proboszcz nieco „odmłodził” dziadka w księgach parafialnych. Konkretnie o rok. Fakt ten zaważył na jego dalszym życiu, gdyż od tej pory wszystkie dokumenty i związane z tym wydarzenia „odmładzały” również jego życiorys. Niestety starszy brat dziadka - Antoni został natychmiast wcielony do Armii Czerwonej i całą wojnę spędził w Azji - opowiada.

Odmłodzenie Władysława dało bezpieczeństwo jednak tylko na krótko. Po skończeniu szkoły średniej został przymusowo wcielony do Armii Sowieckiej. Nie przyznając się do wcześniejszego przeszkolenia wojskowego, po krótkim okresie pobytu został przerzucony do oblężonego Stalingradu (obecnie Wołgogradu): - Dziadek wspominał, że wtedy przeżył piekło na ziemi po raz pierwszy. Zawsze jednak jako Polak, chciał dostać się do swojego wojska, Wojska Polskiego - wspomina.

Droga do polskiego wojska

Do armii generała Andersa nie zdążył, ale tworzyła się II Armia. Władysław opowiadał, jakie przeszkody czynili Sowieci, aby nie dopuścić jego i jemu podobnych do Wojska Polskiego. Zebranych Polaczków - jak ich nazywano, wywieziono na tzw. białe niedźwiedzie do Archangielska. Było wśród nich wielu oficerów i podoficerów, którzy nie przyznawali się do swojego wyszkolenia i stopni, z obawy przed kolejnym Katyniem. Pomógł dopiero otwarty bunt.

- Dziadek mówił, że wprowadzono ich do lodowatej wody i czekano na złamanie. Plan się jednak nie powiódł. Rosjanie pogodzili się z tym faktem i odtransportowali ich do części europejskiej Związku Sowieckiego. Tam przekazano Polaków tworzącemu się wojsku - wspomina.

Władysław rozpoczął służbę w zwiadzie 47. Pułku Artylerii Haubic. Jego szlak bojowy poprzez I Białoruski i I Ukraiński front doprowadził go w październiku 1944 r. pod Warszawę, gdzie trwało powstanie.

- Dziadek zawsze był bardzo rozgoryczony, kiedy mówiono, że polskojęzyczny żołnierz na bagnetach przyniósł sowiecką niewolę. On walczył o wolną Polskę, nie on wybierał dowódców i sojuszników. W ostatnich dniach życia mówił, że jego nie interesowała polityka ani panujące wówczas układy. Krew i śmierć ważyły tyle samo, na wschodzie, jak na zachodzie. A Polska była jedna i patriotyzm był najważniejszy - dodaje.

Po wyzwoleniu Warszawy Władysław Bohatkiewicz brał udział w walce o Kołobrzeg, dalszej części słynnego Wału Pomorskiego, Gorzowa, Santoka, dotarł do Budziszyna. Jego jednostka stanęła na drodze idącej na pomoc Berlinowi pancernej grupie gen. Schörnera. Walki trwały dziewięć dni. Dwukrotnie ciężko ranny. Bez snu i wsparcia on i polscy żołnierze odpierali ataki i udaremnili grupie dotarcie z pomocą.

Żołnierskie smutki i radości

- To wtedy na jego rękach zmarł najbliższy przyjaciel, któremu do ostatniej chwili rękami przytrzymywał wypływające wnętrzności. Po latach będąc w odwiedzinach na swojej (nieswojej) ziemi, spotkał ojca zmarłego przyjaciela. Pomimo upływu lat płakali jak małe dzieci - wspomina wojenne losy dziadka.

Dziadek Darka często wspominał też jedną z wojennych historii zakończonych happy endem: - Już po kapitulacji Niemiec jeden z jego kolegów poszedł „na lewiznę” do zapoznanej dziewczyny. Żołnierza zatrzymała żandarmeria, a sąd polowy skazał na śmierć. Za karę plutonem egzekucyjnym, który miał wykonać wyrok śmierci, dowodził dziadek. Wyrok wykonano. Do „dezertera” strzelało siedmiu żołnierzy, w tym Władysław. Żaden nie trafił, a kilka lat później wszyscy bawili się na weselu kolegi, który przeżył rozstrzelanie. Wesele trwało tydzień - opowiada wnuk.

Swoją służbę wojskową Władysław Bohatkiewicz zakończył w stopniu starszego ogniomistrza w październiku 1946 r. Po demobilizacji osiedlił się na ziemiach odzyskanych w Lubawce, Kamiennej Górze, Wałbrzychu, Wrocławiu, a następnie w Gorlicach. Tutaj też pracował do emerytury, wychowując trójkę dzieci. Wraz z żoną przeżyli razem 69 lat.

KONIECZNIE SPRAWDŹ:

FLESZ: Jak działają oszuści na rynku wynajmu mieszkań?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie